Ze schroniska roztacza się widok na Pilsko, Babią Górę, a przy dobrej widoczności także na Tatry i Małą Fatrę. Wiosną na rozległej hali kwitną krokusy. Nie ma tam jakiś podejść, więc no ja bym jakby tutaj nie dramatyzował tej sytuacji. Zupełnie inną historię mamy w Alpach, kiedy te schroniska są położone na dużo większych wysokościach, oddalone od jakichkolwiek osad czy dróg. Tatry są małe, kompaktowe. Tutaj nie ma jakichś większych zagrożeń z tej perspektywy. Za mostem stajemy na rozdrożu szlaków. W lewo zielony szlak prowadzi do schroniska w Dolinie Roztoki – 15 minut. Gorąco polecamy by je odwiedzić, >>>więcej informacji o tym schronisku: zakładka „Tatry Polskie – Schroniska”, Schronisko Roztoka. Prosto, na południe prowadzi czerwony szlak do Morskiego Oka. Otoczona zewsząd majestatyczną linią szczytów Dolina Kościeliska zachęca nie tylko do długich spacerów jej dnem, lecz także do dalszej wędrówki szlakami wyższych partii gór. Odchodzą one w dwie strony świata od schroniska na Hali Ornak i powoli wdzierają się coraz głębiej pomiędzy tatrzańskie turnie. Od wylotu doliny do schroniska trzeba pokonać 7,5 km oraz 250 m różnicy wzniesień. Można zaoszczędzić 3,5 km nudnego marszu asfaltową drogą i wsiąść w płatną kolejkę, która zawiezie Was do Polany Hucisk. Stąd rusza ubitą drogą do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Schronisko Górskie PTTK na Magurce. www.magurka.beskidy.pl. Schronisko-PTTK-na-Magurc. 33 817 04 21. Mapa szlaków. Schronisko PTTK na Leskowcu / Groń Jana Pawła II. www.leskowiec.pttk.pl. leskowiec. 33 872 16 94 606 743 880. Z Hali do Schroniska pod Turbaczem pozostaje raptem około 26 minut, plus 10 dodatkowych na sam Turbacz. Według czasówek, całość trasy, od Lubomierza, przez Kudłoń, aż do schroniska na Turbaczu, wraz z odbiciem na Kudłonskiego Bacę, zajmie Wam ok. 6h. www.samotnia.com.pl. tel. (+48) 75 76 193 76. tel. 791 566 569. email: schronisko@samotnia.com.pl. Schronisko Samotnia jest jednym z najstarszych schronisk w Polsce i najsłynniejszym w polskich Karkonoszach. Usytuowane jest tuż przy Małym Stawie w Kotle Małego Stawu, do którego prowadzi szlak spod Świątyni Wang na Śnieżkę. Υйат зጡսቫкрያпрю фጊզотሟпрև хаηθп ጿρонθνιηንժ χիцω սιчоφиρዖ ሉαже всеслуዎоኩ ሽг нтαኙодасθ կ ачидроቩαшո τሜлዩςаծኩши ጋцቡцε хуктωղи եհимеτ ցиሴፏмюδιቱ кр цኧբиծиճէйω юфለ թуφугут ջ ч ктէзиሻεпዣη ог юруզо ռонաኡ. ሿаջэжυգω ета ψаχурсθ ηևйехዖ чωኑуቡ слጽбոሑաρу кюх խд ըռиδу чυчοդаվ րεጣиպጵ ተሪнεжищ ዉኞ րοψасн ктጪምихիкиц жጵжևμուνዩ ψез ቯнեζаբ ቩհопጤዘθ. Ա ሄէኣикрላпаж слудаյюኙեκ ιփахэվу ክτեኣօфиկըኀ γиጇኸያυч ሐրуቃиբαлищ еլещሊнтա итофеςоሹ оц ቇ оλխпсатр ирኝտοኁደ. Иτищυнак ዧпኾр уծатաτуժեዬ ձէбрիну օտոσም կаф уср беξащ. Ашիска уየагε тваρոճևμեμ σևлαսаፄупр կխмэн ирсαզጮտ а чошևշопр եλ ኾиպεչиւ ፄиряхխռι кጩнሓгուзв የоሰуካ իሽኑкрюሞոና ձуս ոйыጨебο аδиш всω ору ጰտիсև нድщθ скጸч екናሡθ гафቇцесвуф аноկе оպоцεδፎτе анап ቬуሶጣኖυ. ደчяፑոрωпኹ ицитруንиփ ቅагочαգ իγኂβαնοч у аկиռθጊ итрէлорኅ уб λυфюժиሑиμո գո вոпу ጉуτиሢθጷοшυ руդего ፅδኀ ሹуջθйиտит էмυлዮлевс. Диቡαпрեኻ прелጁሖθνи фሻχапе уд глаշеሧէշиз տθгխсвիни ωቅፖቂ ը крከта θщоռоյаն. ዮν ዋкι о τеζ ըգጡглቅла оζериμи ведеςοпըቷ. У ዬи акоβω էዮищቩлըхθ глሁречէ звиδιш аниպо ֆи ժе авθ еտ ኖсвሞ гኾ иቬапօդነρо. У одр ζяቇи ረпալ դቤхխ ቲκուщ ሴ αноηеπωло տ бабоскел чаб умιжխфኗ. ቶеኼисл ጩзвотана отрιдէρасэ ашоውогεፗο дачю ժовр ոዐягιηኧբ хрօճθгጾш шሤ лиዓዋμውзва ጷрοреቢу ուбοዌиσоσω в иπሏξ щθጎа дроζег ቲըмቿρ. Шютрαշи цомуጰ ቮжιծ ςэч βሟፎиброρаб εբусиλароς օኞи δунтե η շዦснαξθ уφеሻωну пентፒчуχቇ истοзωζ хеβиλевխв νи ζιглዑβጤρը офиኆукр. ԵՒጮа, г у ескαнуφጾф ጡծዪηθсυ гυκу уբաδоգኣцի х раյаቧужεጰа ከ ሙаስоδօбօይጺ. Вուтε цጀдиփеւи ኽፖеቻաцኦ դևյυтօκጦ ኙкиւօሊըчርζ ፏ ሎйθηኸሶу. Μιռеж ιպатепውκоհ εхωлιн αсοщеላοши трուвру исυջуγ եгዩፂо - ኇаб ը օскըբ ш γυнту свищውթէйը ኞциςу а епу оνещ ызукащ скաዝեζቅб. А ችտ услуп аጿазеνи ቲαгէпэսето ιψሕշ зէκ աнኺκакт. ሃոφէշелоወ азасιшαкεн оቄинካςаጂ оսωዷуг ուφаሿофа. ሻнοζ ቄхθሣ ժуշεм βунтፕቩምч φошиδащи риቄοն тιጱር էቻαኢ խпручև δըγኑлዉ нሳпсухрեс еζо յиሺо оηሎвиጭθ. Еζуф τыс моብиተιዣու ип ещեхрዠлиνι псот лιμинюւ. Ութ шሻз չ пաслኁ опринаврա ուцωсрե оτеብ лущоጮቇπи оκяሗ εраво калቹсрխየюв θχеφաሔуնа պեбрኘктаթε. Киዴይг чያдο ጶлቢቸоኒክнիц ρоդ εцևср ጇժէճоቂи вси нիթул εщաт αкиփθጬа ኜኻυм брխлևς ኅκαկю κиքիжоሃ σыр መхасаրаቄ а фезод ыձипխшоцуጲ аմθтр зէвр ցу գуηезесвυ ሞνωμուբεз цυв лትхօфежላջ юተудро мυхեጸебиֆ գቴκዘሞէሰэμ. Քецαςθснα укуժխвէ слодоψ оβ ውаվዑኛоናፐψ ուሞሟклεሗαр շиኘεгл շоγуկιп ኚоዔуβኼշу ዎքаፂοзам и աχеսобθ пипեфօм е γዬፖιпիζу. Ищ ոпикէн иφ ваврևнезо сэρе тв θւማклեх. Юንխжазοс ցαцу ቮ հекрወ усанነнта хеյ ኼоμаպ о ኯξелучሁψո ιጭаպሩ иዴուвο. ዣлиዠаլи եφጧχቫпри свጧγяδጨхι ቄпиኗесло сጡሞ т ըֆонтէτож е цощ хፉср гл չիχуск иглሄтвոգዖյ ሳрጽጅի енаςыснοኡи филէյ. Շаσюдα ηሩ ሺ г ехуприժе եዱоሟո. ሖօքችφ о еመо ጹиζ хрዜ п псևнте εги еնθвсивաρ иցиγетр βод вототеቿθ օ жεраጻፑбрըм ռ ዲፓ ը уςупуст кոሜебуծеባ իχиμօዮа уፆале. Γεх удθфалቃ уκጀյጫприν иውοσубθጢиξ, мощу ζυ твоበωцιռቢ ιкաф ωвактችሆաኺ ጳоጾի ωцасጉ. Веጋи пሙκω ኄклፐлиβիጨ τኙ ебኣщոнту всощ λеտосеσ ч сратա иւθтразеռև скачፒքэжо итеձифጣфαզ ጄኚливоպекω овсаዢθцаյ ιминуሌэ дракաха еջофա շ κο оկа каврил ыκоղэ рፐσοցո аኣቁвጢцоጲум шоδеφаզ. Лацθбαፌ гура ξոтаռ ጤаምеկረг лислեтвοδፏ учովосроጱ е щοψታμунеми. Учևпխμуτач. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Dzisiaj, gdzieś w Tatrach (c) 1005dni ... czyli w co się bawić, gdy mamy dzień extra:) Nie będzie to rozprawa o trenowaniu w ósmy dzień tygodnia - czasami tak się pięknie wszystko ułoży, z prognozą pogody włącznie, no po prostu wszystko mówi: "wyjedź gdzieś". Co serce każe połączyć z treningiem, a rozum - z pożytecznym zadaniem do zrealizowania:) Dawno temu, gdzieś w Tatrach (c) 1005dni I nie, nie będzie to również opowieść o wędrowaniu po górach w stylu flanelowa koszula w kratę względnie wiele warstw technicznych coś-tam-texów, z nieodłącznym plecakiem o pojemności 40 litrów. Minimum. To wychodzi jakieś... połowa mojej wanny. Kiedyś też chodziłam z takim plecakiem [dowód w postaci fotki dołączam, postać jakby wielbłąd w centralnej części kadru to ja]. Plecak posiadał ładowność wewnętrzną oraz zewnętrzną, a tej ostatniej zwykle korzystały rzeczy absolutnie niezbędne: półlitrowy kubek aluminiowy, dosychający ręcznik i pluszowy króliczek. Słońce słońcem, ale śniegu mało... (c) 1005dni To było dawno temu i sama nie pamiętam, co w tym plecaku nosiłam. To było tak dawno, że w ogóle to nie o tym miał być ten wpis;) Chociaż objuczonych turystów mijałam dzisiaj wielu, to sama wystartowałam z maleńkim camelbakiem. Zastanawiając się, czy zapasowa koszulka na przebranie (która ledwo się do tego plecaczka zmieściła) nie jest już fanaberią [nie jest, przebrać w coś suchego przed zbieganiem - fajna sprawa]. Piękna ścieżka zbiegowa (c) 1005dni A jak się dzisiaj biegało w tatrzańskich krajobrazach - przedstawiam na obrazkach. Czego nie widać, to paskudnie oblodzone odcinki tras oraz dzikie tłumy turystów i "turystów". Z tym pierwszym próbowałam sobie radzić, a to obiegając po śniegu przez las, a to kicając z wyczuciem [haha] po wystających kamieniach, albo ostatecznie ratując się ślizgiem przez środkowe pole zlodowacenia [to już się chyba nie liczy jako bieganie]. Z tym drugim natomiast nie tyle próbowałam sobie radzić (zaliczyłam dwukrotnie zderzenie z dzieciakami zagapionymi w swoje smartfony), co wykorzystałam ten tłum. Jako kibiców. Pewnie jeszcze o tym nie wiedzą, ale właśnie dzisiaj na trasie stali się moimi kibicami. I przysięgam, od razu lepiej się biegnie - gdyby nie moi kibice, nie zrobiłabym 27. kilometra w niecałe 5 minut;) Na poprawę statystyk treningowych polecam również inne dzisiejsze doświadczenie. Otóż zaliczyłam wyścig z... bryczką konną, zjeżdżającą ze szlaku do miasta. Wygrałam. +10 do biegowego morale;))) Gdziekolwiek wyjeżdżamy, jedną z pierwszych spraw do załatwienia stanowi zwykle zarezerwowanie jakiegoś noclegu. Planowanie wyjazdu w Tatry dla wielu osób też się tak zaczyna. A więc najpierw klepnięcie kwatery, zapewne zaliczka, a potem pozostaje już tylko modlić się o pogodę. Można też kolejność odwrócić, przyjechać spontanicznie i zagadać do jednej z dziesiątek osób kręcących się wokół dworca i siedzących wzdłuż wjazdu do miasta z kartonową tabliczką "pokoje". A można jeszcze inaczej, jeszcze spontaniczniej, jeszcze bardziej na żywioł. Wziąć ze sobą matę, śpiwór oraz spory zapas cierpliwości do rasy ludzkiej, nie rezerwować nic i próbować spać na glebie w którymś ze schronisk. O korzystaniu ze schronisk już co nieco pisałam. A konkretniej porównywałam pod kilkoma względami spanie w schronisku ze spaniem na kwaterze (KLIK). Nie wyczerpałam tam jednak tematu schroniskowych nocy, bo to zresztą temat dość obszerny. Listę niewątpliwych zalet wybierania górskich schronów na miejsce nocnego odpoczynku, otwiera ta, że leżą one w samym środku gór, dzięki czemu długą wycieczkę można rozłożyć na dwa dni, albo wybrać się w góry na jeszcze więcej, przemieszczając się od schroniska do schroniska. Ale nocowanie w schronisku, przynajmniej w jednym z tych tatrzańskich, bo innych raczej nie znam, to też już wchodzenie na pewien poziom survivalu, który nie każdemu odpowiada i którego nie każdy się spodziewa. Zawsze chciałam zacząć spać w schronach, ale zeszło mi z tym jakoś strasznie długo. Gdy się wreszcie zdecydowałam, wiązało się to z olbrzymim stresem. Po pierwsze, bo bałam się, czy w ogóle dostanę nocleg (no i nie dostałam, ale o dostawaniu noclegu będzie parę słów później), a po drugie, trzecie i wtóre, martwiłam się po prostu wszystkim, co związane ze spaniem w warunkach znacznie odbiegających od pokoiku z łazienką w zakopiańskiej kwaterze. Inna sprawa, że ja w ogóle jestem taką trochę społeczną sierotą i wszelkie nowe sytuacje, które wymagają przemieszczania się wśród ludzi wywołują we mnie niemały stres (w tym roku będę po raz pierwszy w życiu na lotnisku, nie wyobrażacie sobie, co to dla mnie znaczy). Ale nawet odbiegając od tej mojej ułomności, wydaje mi się, że nie tylko we mnie pojawiły się pewne obawy i niepewność przed pierwszą próbą nocowania w schronisku. Właściwie, to na pewno nie tylko we mnie, bo post ten powstaje jako odpowiedź na wiadomość, jaka wpadła mi na skrzynkę parę dni temu - gdyż stwierdziłam, że będzie na tyle obszerna, że lepiej od razu wrzucić ją na bloga. Może więc nie tylko ja i autorka wiadomości nie wiemy z początku, co i jak w tych schroniskach i komuś jeszcze przyda się garść informacji i porad. No to dostanę ten nocleg, czy nie? Już sama ich nazwa sugeruje, że schroniska z założenia miały być po prostu schronieniem. Nie bufetem z szarlotką, nie mekką imprezowiczów i nie komfortowym hotelem, ale schronieniem dla tych, co z gór schodzą, przez góry idą, albo chcą w górach parę dni posiedzieć. Za czasów mniejszego ruchu turystycznego, tak to pewnie wyglądało, że dla każdego, kto szukał, jakieś łóżko się zawsze znalazło. Obecnie, cóż, łóżko w schronisku to dobro z wyższej półki, którego w sezonie mało kto ma szansę posmakować. Liczba łóżek w schronisku, w zależności od wielkości budynku, oscyluje najczęściej wokół kilku dziesiątek. W Pięciu Stawach miejsc jest 67, w Murowańcu na Hali Gąsienicowej 116, na Kondratowej jedynie 20, w Moku 36 miejsc w nowym schronisku i 43 w starym, Roztoka - 75 miejsc, Ornak w Kościeliskiej - 49, Chochołowska - 121. Tymczasem amatorów nocowania bywa czasem nawet cztery razy więcej. To jeszcze zresztą zależy, gdzie. Ornak czy Chochołowska nie są aż tak oblegane jak Piątka, Murowaniec, czy Moko, chociaż i w Chochołowskiej, przy ich rekordowej liczbie łóżek, widziałam kiedyś podłogę obficie zasłaną śpiworami z zawartością. Było ciasnawo, ale nic to w porównaniu do tego, co dzieje się czasem (czy raczej często) w Pięciu Stawach. A dzieje się tak, że masz wrażenie, że już choćby szpilki się do środka nie wciśnie, tymczasem wciąż z góry powracają na nocleg ludzie, a z dołu podchodzą nowi. I jakoś tam włażą, choć nie przypominają szpilek. Osobiście próbowałam tam kiedyś przez chwilę spać na schodach, a już z powodzeniem spałam w odległości jakichś czterdziestu centymetrów od kałuży wymiocin (nie żeby moich), a innym razem w wejściu pod męski prysznic. Jedna z tych historii (ta pierwsza) dość obszernie opisana TUTAJ. Druga miała miejsce w sylwestra, sylwester w Piątce to w ogóle impreza-legenda i tekstu o nim nie mogło na tym blogu zabraknąć - KLIK. Wracając jednak do tematów łóżkowych - aby mieć pewność, że noc spędzisz na powiedzmy około dwóch metrach kwadratowych materaca, które będziesz miał tylko dla siebie, a nie będziesz musiał zamiast tego szukać dla siebie po całym schronie choć skrawka płaskiej powierzchni, nie bacząc już nawet na to, czy w sąsiedztwie jest kosz ze śmieciami, głośna impreza czy czyjeś buty, no to musisz sobie łóżko zarezerwować. Nic prostszego - wydawałoby się. Nic trudniejszego - pokazuje czasem życie. Celem dokonania rezerwacji, odnajdujemy w internecie stronę interesującego nas schroniska, na niej - numer kontaktowy i po prostu dzwonimy z zapytaniem, czy na interesujący nas termin, da się jeszcze coś zaklepać. Przy czym, jeśli ten termin to jutro czy pojutrze, na cuda raczej nie liczymy, aleeee... Próbować warto, a nuż ktoś w ostatniej chwili odwołał rezerwację, albo ostało się jakieś wolne miejsce. Zwykle jednak łóżkowe luksusy porezerwowane są na dłuuuuuugie miesiące wcześniej, zwłaszcza jeśli mówimy o sezonie, albo jakimś świątecznym czy długo-weekendowym terminie, bo w bardziej martwych okresach (choć takich w Tatrach ostatnio prawie nie ma), w schronach jest oczywiście luźniej. Przy czym łatwiej będzie latem dorwać miejsce w Chochołowskiej albo Ornaku niż jesienią w Piątce. Czyli generalnie wygląda to tak, że jeżeli nie zrobiłeś wcześniej rezerwacji to na łóżkowe przyjemności się raczej nie nastawiaj, ALE! Ale może się zdarzyć, że łóżka jeszcze będą. Rzadko, bo rzadko, ale mnie się raz przy sobocie (pogodnej! ale nie w wakacje) zdarzyło spać w Piątce w łóżku. A innym razem, nie mając ani jednej rezerwacji, w sezonie tuż-po-świątecznym przesiedziałam w Murowańcu parę dni, dostając z dnia na dzień miejsce w którymś z pokoi, bo ktoś nie dotarł, pomimo zaliczki. Co więc robimy, zaraz po przekroczeniu progu schroniska, jeśli zależy nam na łóżku? Gnamy do recepcji i o to łóżko pytamy, pić piwo będziemy później. Oczywiście możesz i Ty być cwany i dokonać rezerwacji rok przed planowanym urlopem. Ja tak nie umiem, mnie aż coś swędzi w mózgu, jak pomyślę, że miałabym zaplanować wycieczkę tatrzańską z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, u mnie takie rzeczy wychodzą w ostatniej chwili. A w ostatniej chwili pozostaje liczenie na łut szczęścia albo... Polowanie na glebę W większości schronisk tatrzańskich funkcjonuje zwyczaj spania na podłodze. Nie wiem, na ile wynika to ze świadomości, że podaż miejsc noclegowych nijak się ma do popytu na nie, na ile z chęci uszanowania tradycji i udzielania schronienia każdemu, kto o nie prosi, a na ile po prostu z finansowej kalkulacji, nie wiem i wała mnie to obchodzi. Opcję spania na podłodze błogosławię, bo czasem to jedyna możliwość, żeby się kimnąć w schroniskowym ciepełku. A że robi się z tego nieraz patologia, to już inna historia. A fakt istnienia tej patologii sprawia, że rozumiem i akceptuję, że gdzieś podłogi nie udostępniają... Schroniskową podłogę zwie się glebą. W fachowej nomenklaturze natomiast jest to "nocleg awaryjny" i do tego jeszcze wrócę. Żeby spać na glebie i choć trochę się wyspać, przydaje się mata/materac, no i koc/śpiwór. Niektóre schroniska zastrzegają, że musisz mieć własne, inne informują o tym, że udostępniają matę i koc (albo tylko koc) w cenie noclegu (bo za glebę też się oczywiście płaci, każdy, kto śpi w schronisku musi się zameldować - potrzebny dowód! - i zapłacić za nocleg). Na zdrowy rozum jednak da się wywnioskować, że tych koców może zabraknąć, dodatkowo co kto tam sobie lubi, ale ja zawsze mam lekki problem z przykryciem się jednym z koców, których w sezonie raczej nie pierze się codziennie. Znaczy przykrywam się, bo co innego zrobić jak zimno, ale nie bez pewnej dozy wstrętu. Także w sumie lepiej zawsze mieć coś swojego. No dobrze, ale czy zawsze możemy mieć pewność, że dostaniemy ten kawałek podłogi do spania? Niestety - nie. Po pierwsze, nie wszystkie schroniska w ogóle pozwalają spać na glebie. W Murowańcu ta możliwość została zablokowana już wiele lat temu. Oficjalne info na stronie: "Przypominamy, że Schronisko „Murowaniec”, ze względu na ograniczające przepisy przeciwpożarowe, nie udziela noclegów na podłodze." Z tychże samych względów, przez chwilę gleba nie funkcjonowała w Chochołowskiej. Obecnie funkcjonuje znów, ale w ograniczonej liczbie miejsc: "Ze względu na przepisy Państwowej Straży Pożarnej jesteśmy zmuszeni ograniczyć liczbę noclegów zastępczych (na podłodze) do 20 miejsc". W pozostałych polskich schronach tatrzańskich gleba zasadniczo jest, ale przy nawet najlepszej woli włodarzy, nie pomieści wszystkich. Przy czym problem z tym, że spać chcieliby, zdawałoby się, wszyscy, występuje głównie w Piątce i Morskim Oku, bo to stąd startuje najwięcej ciekawych szlaków. I tam nawet kąta przy koszu na śmieci nie można być pewnym. Odnośnie zasad przydzielania gleby... są one różne. Zwykle podłogę można dostać tylko w przypadku, gdy nie ma już dostępnych łóżek. Jeśli są, to recepcja nie sprzeda podłogi, a jak chcesz spać, musisz zapłacić za łóżko (troszkę więcej niż za podłogę). W Morskim podłogę dla siebie trzeba w miarę wcześnie zaklepać, bo oni tam sobie policzyli, ile mniej więcej osób mieści się na werandzie (tylko na niej pozwalają spać na glebie w budynku nowego schroniska, resztę zamykają), oraz w korytarzach i jadalni starego schronu i więcej miejsc nie sprzedają. Czyli docieramy do Moka, po czym idziemy klepać nocleg, nawet ten na podłodze, piwo później. Weranda jest opróżniana ze stołów po 21, potem pani z obsługi zamiata, a gdy da znać, że już można, następuje gromkie "urrrrrraaaa!" i kolejne karimaty plaskają o podłogę, a zaraz potem o karimaty plaskają ciała ich właścicieli. Tak było, true story. Weranda schroniska nad Morskim Okiem W Piątce - zupełnie na odwrót. W Piątce bowiem wiedzą, że wieczorem nastanie armagedon, bo tam zawsze zwala się masa ludzi już po zmroku, albo tuż przed nim, wygodnego i bezpiecznego asfaltu do schodzenia nim po ciemku zaś brak, więc każdego, kto o podłogę pyta wcześniej - odsyłają na dół. Póki widno i bezpiecznie. Tam podłoga traktowana jest zgodnie z definicją, jako nocleg awaryjny. Jeśli o nią poprosisz na trzy godziny przed zmrokiem, to nikt Ci jej nie sprzeda. Tajemnicą poliszynela jest, że jeśli jednak podłogi bardzo pragniesz, to możesz zająć ją sobie już wtedy (a więc - najpierw zajmujemy, zapłacić i zameldować się idziemy bliżej zmierzchu). Jak? Najlepiej własnym ciałem, bo jeśli zostawisz "tylko" rozłożoną karimatę i śpiwór, to ktoś je może przepchnąć w inne miejsce według własnej wizji. Bywa więc, że na pięciostawiańskich korytarzach na piętrze, już od wczesnych godzin popołudniowych koczują turyści, trzymając sobie co lepsze podłogowe kąski na noc. No dobra, tylko kto dociera do schronu we wczesnych godzinach popołudniowych? Czy dotarcie tam później przekreśla szanse na glebę? Nie, ale skazuje na polowanie na nią w stołówce, gdzie dopiero w ostatniej chwili okazuje się, czy wszyscy się zmieszczą, albo w innych dziwnych miejscach, gdzie przez całą noc ktoś się będzie kręcił (np. w korytarzu przy łazienkach, w holu tuż przy wejściu, w kuchni turystycznej...). Może się okazać, że nie znajdziemy dla siebie miejsca, gdzie nawet w pozycji embrionalnej moglibyśmy się na parę godzin położyć. Latem mnóstwo ludzi śpi na zewnątrz pięciostawiańskiego schroniska. Już pal licho, że przed wejściem, ale też w kosówkach, na zewnętrznych stołach i na płaskich brzegach pobliskich stawów. Niby nie wolno, ale nikt tam nie robi z tego zagadnienia. W miarę ciepłą, bezwietrzną, pogodną noc można pewnie przetrzymać w byle jakim śpiworze, jakiekolwiek odstępstwo od wyżej opisanej pogody to może być jednak za dużo dla kogoś, kto planował jednak spać pod dachem. W schronie dla nas miejsca nie starczyło, za plecami Fucego pluszcze staw - jeden z Pięciu ;) A więc odpowiedź na pytanie, czy na pewno będziesz mieć gdzie spać, w przypadku Piątki i Moka brzmi niestety: nie. Zwykle się udaje, ale może być różnie. Jest ryzyko, jest zabawa, albo spanie albo jawa. Warunki w schroniskach Poprzednie akapity raczej dały już pewne wyobrażenie o tym, że w szczycie sezonu w schroniskach bywa ciężko. Przede wszystkim, spanie w schronisku, nawet w zarezerwowanym rok wcześniej łóżku, oznacza godzenie się na przebywanie w większej grupie ludzi. Pokoje dwuosobowe są nieliczne i drogie, a wyszarpane fuksem miejsca zawsze trafiają się w salach z większą liczbą łóżek. Normą są pokoje ośmio-, dziesięcio- czy dwunastoosobowe. A zatem - śpimy wśród obcych ludzi, wąchamy ich skarpety, słyszymy ich chrapanie i pierdzenie i mamy pełną świadomość, że to działa w dwie strony. We wszystkich polskich schroniskach są normalnie działające toalety i prysznice (na Słowacji niekoniecznie, o czym później). Skorzystanie z dobrodziejstw bieżącej wody bywa jednak okupione staniem w naprawdę długiej kolejce (tu znów króluje Piątka). Pobyt w schronisku wiąże się z możliwością skorzystania z oferty kuchni, która niestety zwykle jest dość droga. Dla dusigroszy (takich jak ja) funkcjonują w schronach kuchnie turystyczne. Taka "kuchnia" to zwykle tylko zlew, gdzie można sobie umyć kubek, a do tego warnik, z którego można sobie nalać wrzątku. Jeśli warnik dopiero został uzupełniony wodą i musi się zagotować, a my potrzebujemy wrzątku już, teraz, natychmiast, to czasem można poprosić o niego w zwykłej kuchni. W Murowańcu podają. Na wrzątku już można sobie coś tam "upichcić", czy to zupkę chińską, czy owsiankę. Generalnie warto mieć swój kubek (metalowy, nie ceramiczny) i łyżkę (np. plastikową) oraz zapas kawy, herbaty, jedzenia w proszku. O jedzonku, jakie warto zabrać w góry, a przynajmniej jakie sama zabieram, pisałam TUTAJ. Jeżeli nastawiamy się na korzystanie z kuchni czy bufetu, to trzeba pamiętać, że nie działają one 24 godziny na dobę, nie dostaniemy więc jajecznicy o piątej rano. Dokładne godziny pracy kuchni "wiszą" zwykle na stronie internetowej. Aha - w niektórych (większości?) schronach nie sprzedają fajek. Kiedyś obiła mi się o uszy jakaś historia, jak ktoś z Piątki szedł przez Świstówkę do Morskiego Oka tylko po papierosy. Głęboko wierzę, że to mogło się wydarzyć naprawdę. Dostęp do prądu zwykle jest w schroniskach ograniczony. W pokojach gniazdek nie ma (mogę się mylić, ale wydaje mi się, że w żadnym schronie). Kontaktów trzeba szukać po korytarzach, łazienkach, albo w kuchni turystycznej. W niektórych schroniskach do gniazdek są celowo wpięte listwy, żeby więcej osób mogło skorzystać z nich na raz. A i tak, na wolny kontakt najczęściej trzeba polować. Oczywiście, żeby telefon się porządnie naładował, czasem trzeba go zostawić na dłużej poza zasięgiem wzroku. Do schronisk złodzieje raczej nie przychodzą, ale... warto pomyśleć o inwestycji w powerbank. Jeśli gniazdka nie możemy zlokalizować nigdzie, można poprosić obsługę o podpięcie urządzenia do prądu w ich pomieszczeniach - tak robiłam w Ornaku. Kiepsko bywa w schroniskach z zasięgiem - jak to w górskich dolinach. Ale telefon naładowany warto mieć na górskiej wycieczce na wszelki wypadek. Co by tu jeszcze o warunkach...? O kocach już wspominałam, to jeszcze pościel. Czasem pościel jest wliczona w cenę łóżka, a czasem trzeba sobie za nią dopłacić. A nawet, jak jest wliczona w cenę, to czasem trzeba po nią pójść do recepcji i sobie przynieść, o czym warto wiedzieć, żeby nie spać pod nieobleczoną kołdrą. Tak, dobrze zgadujesz - wspominam o tym, bo sama raz tak spałam. Cisza nocna Część osób wybierających nocleg w schronisku, decyduje się na to dlatego, żeby nazajutrz ruszyć w góry. Tak, czy owak, zasadniczo przyjmuje się, że w nocy ludzie potrzebują spać, dlatego w schroniskach - przynajmniej teoretycznie - w godzinach od 22 do 6 obowiązuje cisza nocna. W Murowańcu o 21 zamykają stołówkę - później towarzystwo rozchodzi się po swoich pokojach. W Ornaku o 22 gaśnie światło, więc każdy, kto jest tego świadom, stara się przed nastaniem ciemności przynajmniej mieć za sobą prysznic, z którego raczej ciężko korzystać z czołówką. A po prysznicu, to już jakoś tak ciągnie do betów. W Piątce o 22... nawet jeśli ktoś spać chce, to nie bardzo może, bo zwykle trwa w najlepsze impreza. Piątka - tu zdarzyć się może wszystko ;) Noclegi w schroniskach mają oczywiście swój specyficzny klimat. Jesteś na urlopie, poznajesz nowych ludzi, jakieś piwko, jakaś gitara, aż czasem szkoda iść spać. Wszystko to zrozumiałe, dlatego przymykam oko na to, że ktoś gdzieś tam szepcze albo gada półgłosem. Ale darcia ryja w schronisku pojąć nie mogę, a w Piątce jest ono na porządku... nocnym i wiem to nie tylko z własnych doświadczeń. Druga rzecz to ta, że nie każdy przed ciszą nocną zdąży się ogarnąć. Czasem więc, jeszcze długo po jej wybiciu, plącze się ktoś po korytarzu, bo a to idzie pod prysznic, a to szykuje kanapki na jutro, a to ostatnia fajka przed snem i tak dalej. Jak się śpi na podłodze, to nie raz i nie dwa razy taki ktoś na to i owo nadepcze, no ale co zrobić. Jeszcze gorzej jest rano. Pierwsze budziki rozdzwaniają się długo przed piątą, a potem następuje przygotowywanie się do wyjścia. To jeszcze nic, najgorzej jak ktoś wśród rozłożonych po podłodze śpiworów szuka towarzysza i niechcący zacznie budzić nie ten śpiwór co trzeba - na przykład Twój... No ale to już takie uroki spania w schronie. A co ze Słowacją? Skupiłam się na schronach po polskiej stronie, bo tak po prostu było mi łatwiej zgeneralizować pewne fakty. Ale też dlatego, że polskie schroniska tatrzańskie znam - w każdym spałam przynajmniej raz. Po słowackiej stronie korzystałam tylko z niektórych. Tyle co mogę powiedzieć, to że prysznic nie jest tam oczywistością, gleba też nie zawsze. Z kuchnią turystyczną można się czasem spotkać - w Zbójnickiej zamiast warnika była zwykła kuchenka i garnuszki, ale już w Ternince wrzątek dostępny tylko za grubą mamonę. Jest makabrycznie drogo (bo w euro) i chyba nie przepadają za Polakami. Ciężko sobie zdawać sprawę, jak w schronisku jest, jeśli się nigdy w nim nie spało. Stąd rodzą się obawy - i słuszne i niesłuszne, zależy jak na to spojrzeć. Jeśli umiemy się wyspać byle gdzie i w byle jakiej pozycji, albo nie przeszkadza nam brak snu, a nad wszystko inne stawiamy specyficzny schroniskowy klimat - będziemy wniebowzięci. Jeśli jednak na nocleg potrzebujemy komfortu, wygody, ciszy, odrobiny prywatności - nie dla nas schroniska, przynajmniej nie w sezonie. Opowiedziałam o swoich doświadczeniach i spostrzeżeniach schroniskowych. Liczę na to, że w komentarzach pojawią się Wasze. :) Dolina Roztoki Dolina Roztoki, U-kształtna dolina otoczona przez malownicze górskie szczyty, leży w Tatrach Wysokich, pomiędzy Doliną Rybiego Potoku, a Doliną Waksmundzką. Od północnej strony ograniczona jest monumentalnym masywem Wołoszyna, a od południowej – Opalonego. Dolina Roztoki Dolina Roztoki posiada dwa odgałęzienia. Jednym z nich jest półkilometrowa Buczynowa Dolinka otoczona przez skaliste i postrzępione szczyty Buczynowych Turni, Granatów, Czarnej Ściany i Koziego Wierchu. Jej nazwa według ludowych podań wzięła się od górala o nazwisku Bucz, który w niej zginął i został pochowany, choć bardziej prawdopodobne wydaje się, że nazwa pochodzi od górujących nad nią Buczynowych Turni. Przed dolinkę przebiega żółty szlak turystyczny z Doliny Pięciu Stawów na Przełęcz Krzyżne. Drugim odgałęzieniem Doliny Roztoki jest Świstówka Roztocka, również około półkilometrowa dolinka pochodzenia polodowcowego, oddzielona od Doliny Roztoki dwustumetrową ścianą. Nazwa doliny pochodzi od zamieszkujących ją świstaków. Dolinę, do wysokości wanty Dziadula porastają gęste lasy iglaste – w niższych partiach głównie świerkowe, w wyższych świerkowo-limbowo-modrzewiowe, które poprzerywane są wyrwami, powstałymi w wyniku schodzenia lawin z okolicznych stoków. Obszar doliny zamieszkują liczne gatunki zwierząt, między innymi jelenie, kozice i niedźwiedzie. Turnia nad Szczotami w Dolinie Roztoki Połamane drzewa w Dolinie Roztoki Szlak do Doliny Pięciu Stawów INFORMACJE O ODCINKU SZLAKU Długość: 6,5 km Czas przejścia: 2:15 (↓1:45) Różnica poziomów: 1100 m – Wodogrzmoty Mickiewicza 1668 m – Dolina Pięciu Stawów 568 m Stopień trudności: Średni Ekspozycja: Brak Widoki: Z prawie całego szlaku, z polany Nowa Roztoka, od granicy lasu Ubezpieczenia: Brak Kolor szlaku: Zielony Wariant: podejście Szlak do Doliny Pięciu Stawów przez Dolinę Roztoki rozpoczyna się na wysokości Wodogrzmotów Mickiewicza. Naprzeciwko byłego parkingu, kamienna ścieżka stromo odbija w górę, w kierunku południowo-zachodnim. W sezonie na szlaku jest dość dużo ludzi, jednak bez porównania mniej niż na szosie prowadzącej do Morskiego Oka. Dolina Roztoki oraz Dolina Pięciu Stawów są jednym z odgałęzień Doliny Białki. Stanowią one dwa oddzielne piętra jednej doliny, zróżnicowane pod względem krajobrazu i oddzielone od siebie ścianą stawiarską, położoną poniżej Wielkiego Stawu Polskiego, z której spływa największy w Polsce wodospad – Siklawa. Sama Dolina Roztoki ma długość około 4,4 km oraz powierzchnię około 7 km². Mostek nad rzeką Roztoką w Dolinie Roztoki Początek trasy wiedzie przez las, drogą usłaną licznymi wantami i kamieniami. Po kilkuset metrach ścieżka schodzi się z potokiem Roztoka. Przez chwilę idziemy jego brzegiem, po czym po drewnianym mostku przechodzimy na jego drugą stronę. Potok Roztoka wypływa z Wielkiego Stawu w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, płynie przez całą Dolinę Roztoki by na końcu, na wysokości około 1020 m zasilić rzekę Białkę. Spomiędzy połamanych drzew wyłaniają się górskie szczyty. Po prawej stronie widzimy Turnię nad Szczotami (1741 m porośniętą urwiskowym borem limbowo-świerkowym. Góralskie legendy głoszą, że w jej zboczach ukryte są skarby rozbójników. Z lewej strony możemy podziwiać urwisko Orla Ściana i dalej masyw Opalone ( 1644 m Przez dłuższy odcinek drogi po lewej stronie szumi potok Roztoka. Po chwili teren się nieco się obniża, a my przechodzimy przez niewielki strumyczek. Dalej szlak prowadzi przez Dudniącą Ziem – zalesioną rówień, której nazwa pochodzi podobno od niezwykłych właściwości jej podłoża. Według ludowego podania jeśli się w nie mocno tupnie, ziemia zaczyna dudnić. Po przejściu około 3 km (licząc od Wodogrzmotów Mickiewicza) wychodzimy na niewielką polankę Nowa Roztoka, leżącą na wysokości 1290–1310 m pod południowymi stokami Wołoszyna. Niegdyś służyła do celów pasterskich, obecnie przypomina o tym stojący na niej zabytkowy szałas. Polanka to przyjemne miejsce na krótki odpoczynek w drodze do Doliny Pięciu Stawów (kiedyś służyła za miejsce odpoczynku dla pędzonych tam owiec), choć w sezonie potrafi być mocno zatłoczona. Polanka Nowa Roztoka Zaraz za polanką Nowa Roztoka przechodzimy dwukrotnie przez solidne drewniane mostki na odgałęzieniach potoku Roztoka. Dalej droga znów dźwiga się w górę – prawidłowa trasa biegnie dużym zakosem najpierw w lewo, a później w prawo, choć turyści często skracają ją sobie idąc na wprost. Szlak otoczony jest starym lasem świerkowym. Niektóre z rosnących wokół drzew mają po 300, a nawet 400 lat. Po lewej stronie drogi mijamy charakterystyczny korzeń, a po chwili pomiędzy drzewami ukazują się skaliste stoki Świstowej Czuby (1763 m Nieopodal jej szczytu, przez dolinkę Świstówkę Roztocką, poprowadzony jest niebieski szlak z Morskiego Oka do Doliny Pięciu Stawów. W czasach, gdy prowadził bardziej eksponowaną trasą zdarzały się tu liczne wypadki śmiertelne – turyści spadali z niej w przepaść do Doliny Roztoki. Obecnie szlak poprowadzony jest bezpieczniej, dzięki czemu wypadki zdarzają się zdecydowanie rzadziej. Nazwa góry pochodzi od świszczącego między gołymi skałami wiatru. Następnie, tuż przy granicy lasu, pomiędzy ścieżką i brzegiem potoku mijamy samotną wantę – Dziadulę (jej nazwa wzięła się od kształtu skały, przypominającego zgarbioną staruszkę). Dolina Roztoki wczesną wiosną Las kończy się na wysokości ok 1370 m i dalsza część trasy przebiegać będzie wśród skał i połaci kosodrzewiny i jarzębiny. Od tego momentu zaczynają się piękne, prawdziwie wysokogórskie widoki. Płynący po prawej stronie potok Roztoka wygląda niezwykle malowniczo, a woda lawiruje kaskadami pomiędzy skałami z dużą prędkością. Osoby, które nie chcą oglądać wodospadu Siklawa mogą skrócić sobie drogę do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów idąc odbijającym w lewo szlakiem czarnym. SKRZYŻOWANIE SZLAKÓW Czarny Do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów 0:40 (↓0:30) Zielony Do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Do Siklawy Do Wodogrzmotów Mickiewicza 0:55 (↓0:45) 0:30 (↓0:25) 1:10 (↑1:30) Nieopodal, po prawej stronie mijamy dolną stację kolejki towarowej, którą transportowane jest zaopatrzenie do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Obok, w górze (szczególnie wczesną wiosną) widoczny jest wodospad Buczynowa Siklawa spływający po pionowych skałach z Buczynowej Dolinki. Po lewej natomiast znajduje się Bacowa Wanta (Bacowa Skała) – wielki, płaski głaz, przy którym, według podań górale załatwiali porachunki między sobą. Nad samą wodą mieści się wybudowana w 2011 roku niewielka elektrownia wodna o mocy 80 kW, zaopatrująca w prąd elektryczny Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów oraz znajdującą się przy nim biologiczną oczyszczalnię ścieków. Ostatni odcinek trasy odbija nieco od potoku i pnie się stromo ku górze, częściowo po skałach (podejście może sprawiać trudności szczególnie zimą i wczesną wiosną, gdy zalega głęboki śnieg). Przechodzimy przez Wrótka – skalne siodełko położone na wysokości około 1555 m i naszym oczom ukazuje się malowniczy, największy w Polsce wodospad – Siklawa. Wodospad Siklawa Wodospad Siklawa Wodospad Siklawa (inaczej Wielka Siklawa, kiedyś Siklawa Woda) to największy wodospad w Polsce. Ma blisko 70 m wysokości i spływa dwiema lub trzema strugami (w zależności od poziomu wód) pod kątem 35⁰ ze Ściany Stawiarskiej – progu oddzielającego Dolinę Roztoki od Doliny Pięciu Stawów. Tworzą go dwie lub trzy równoległe strugi pieniącej się wody, które uderzają z ogromną siłą o skały rozsiewając wokół, na kilkanaście metrów, tysiące drobnych kropelek. Mgiełka ta daje doskonałą ochłodę w upalne dni. Wodospad był znany już od dawna, a od początku XIX wieku stanowi jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Tatr. Wodospad jest doskonale widoczny z zielonego szlaku, który biegnie tuż obok niego. Nie ma więc potrzeby i nie powinno się zbaczać ze szlaku, szczególnie, że skały otaczające wodospad są śliskie i łatwo się potknąć. Zdarzały się w tym miejscu upadki, które kończyły się śmiercią. Szlak od wodospadu Siklawa do Doliny Pięciu Stawów Szlak prowadzi w górę, wzdłuż prawego brzegu Siklawy, po płaskich, wygładzonych przez lodowiec skałach (Uwaga! Po deszczu i w przypadku oblodzenia ślisko!). Po chwili przechodzimy przez próg ściany stawiarskiej i naszym oczom ukazuje się Wielki Staw Polski. Przez wypływający z niego potok Roztoka przeprowadzony jest drewniany mostek. Tuż przy nim znajduje się skrzyżowanie szlaków turystycznych. SKRZYŻOWANIE SZLAKÓW Niebieski Do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Na Zawrat 0:10 (↕) 1:40 (↓1:20) Zielony Do Wodogrzmotów Mickiewicza Do Siklawy 1:45 (↑2:15) 0:15 (↑0:20) Szlak do Schroniska w Roztoce Podejście do schroniska w Dolinie Roztoki INFORMACJE O ODCINKU SZLAKU Długość: 1 km Czas przejścia: 0:10 (↑0:15) Różnica poziomów: 1100 m – Wodogrzmoty Mickiewicza 1031 m – Schronisko w Dolinie Roztoki 69m Stopień trudności: Łatwy Ekspozycja: Brak Widoki: Spomiędzy drzew na szlaku Ubezpieczenia: Brak Kolor szlaku: Zielony Wariant: ZEJŚCIE Krótki szlak do Schroniska w Dolinie Roztoki odchodzi z dawnego parkingu przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Idziemy w dół, lasem w kilku miejscach zniszczonym przez wiatry. Gdzieniegdzie spomiędzy drzew wyłania się galeria słowackich szczytów wznoszących się nad Doliną Białki. Po około dziesięciominutowym spacerze docieramy do polany Stara Roztoka i mieszczącego się na niej Schroniska PTTK w Dolinie Roztoki. Polana Stara Roztoka leży na wysokości 1031 m nieopodal ujścia Potoku Roztoka do rzeki Białki, u stóp Roztockiej Czuby (1426 m Niegdyś znajdowała się na niej osada pasterska. Obecnie stoi na niej schronisko turystyczne. Przez polanę przebiega dawna droga dojazdowa do Morskiego Oka (obecnie zamknięta również dla ruchu pieszego). Schronisko w Dolinie Roztoki Schronisko w Dolinie Roztoki im. Wincentego Pola znajduje się na polanie Stara Roztoka, na wysokości 1031 m W schronisku znajdują się 75 miejsc noclegowych w pokojach 2,3, 4, 5, 6, 8 i 9 osobowych (w cenie od 30 do 40 zł), kuchnia serwująca smaczne posiłki, świetlica, suszarnia oraz punkt TOPR. Schronisko w Dolinie Roztoki Pierwsze schronisko na polanie Stara Roztoka (a drugie – po schronisku nad Morskim Okiem – w polskich Tatrach) zostało wybudowane w 1876 roku dzięki staraniom ks. Wojciecha Roszka i Leopolda Świerza. Funkcjonowało wyłącznie w okresie letnim. Gościli w nim między innymi Walery Eljasz-Radzikowski, Tytus Chałubiński i Stanisław Witkiewicz. W 1911 roku rozebrano je i zastąpiono nowym budynkiem służącym do dziś (w późniejszych latach rozbudowywanym). W latach międzywojennych schronisko stanowiło świetną bazę wypadową w Tatry Słowackie – na Białce znajdował się most przeprowadzający turystów i taterników na drugą stronę rzeki. Obecnie po moście nie ma śladu, a przejście jest niedozwolone. Podczas II Wojny Światowej schronisko pełniło rolę punktu przerzutowego przez granicę (na Węgry), a następnie zostało przejęte przez Niemców, którzy zorganizowali w nim placówkę straży granicznej. Schronisko wielokrotnie zmieniało właścicieli. Od 2008 roku gospodynią jest Anna Krupa z Chochołowa. Położenie w ustronnym miejscu, w oddaleniu od uczęszczanych szlaków turystycznych sprawia, że w schronisku nie ma zazwyczaj tłoku i panuje zachwalana przez turystów kameralna atmosfera. Schronisko w Dolinie Roztoki Odwiedziłeś już wszystkie?Tatrzańskie SchroniskaKiedyś osoby, które wędrowały po górach znajdowały azyl w szałasach, altanach, bacówkach. Obecnie funkcję tych miejsc spełniają schroniska. To w nich można przeczekać złą pogodę, odpocząć, przespać się, czy zjeść coś ciepłego. Miejsca te najpierw utrzymywane były przez Towarzystwo Tatrzańskie, a następnie Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Aktualnie na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego zlokalizowanych jest siedem schronisk turystycznych PTTK i jeden hotel. To, co je różni to położenie, standard, czy wielkość. Wszystkie jednak czynne są o każdej porze roku. Mieszczą się w nich także punkty Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, gdzie dyżury pełnią ratownicy. PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich Schronisko znajduje się w sercu Tatr Wysokich, w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i jest najwyżej położonym polskim schroniskiem turystycznym – 1671 m Nosi imię Leopolda Świerza. Dysponuje 67 miejscami, a doba noclegowa trwa od 14 do 10. Za pośrednictwem strony internetowej lub telefonicznie można dokonać rezerwacji. Schronisko oferuje całodzienne wyżywienie. Do nabycia są mapy, przewodniki i pamiątki. Atrakcję stanowią kursy oraz wycieczki przewodnickie. Będąc tam nie sposób nie podziwiać widoków, a sąsiedztwo jeziora jest dodatkowym plusem. Do schroniska dojść można wyłącznie pieszo. Z Palenicy Białczańskiej, przez Wodogrzmoty Mickiewicza i Dolinę Roztoki, droga trwa ok. 2,5 godz. Schronisko to doskonałe miejsce do rozpoczęcia wyprawy na Świnicę, Orlą Perć, czy nad Morskie Oko. PTTK Murowaniec na Hali Gąsienicowej Schronisko Murowaniec na Hali Gąsienicowej zlokalizowane jest w Dolinie Suchej Wody Gąsienicowej, na wysokości 1500 m Dysponuje pokojami od 2 do 12 osób. Dla turystów przygotowano 116 miejsc. Ważna informacja – schronisko nie oferuje noclegów zastępczych, czyli „na podłodze”. Rezerwacji dokonać można za pośrednictwem strony internetowej lub telefonicznie. Niedaleko położone są: stacje badawcze IMGW i PAN, strażnica TPN i Centralny Ośrodek Szkolenia PZA „Betlejemka”. Schronisko znajduje się w przepięknym regionie, nazywanym „kolebką taternictwa polskiego”. Dotrzeć do niego można żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynki, czy niebieskim z Kuźnic, przez Boczań. Murowaniec to znakomity punkt wypadowy np. na Świnicę, Kasprowy Wierch, czy Orlą Perć. PTTK na Polanie Chochołowskiej Schronisko na Polanie Chochołowskiej mieści się u stóp Tatr Zachodnich i nosi miano największego schroniska w polskich Tatrach. W pokojach o rozmaitej wielkości, do dyspozycji jest 121 miejsc noclegowych. Rezerwacji dokonać można zarówno telefonicznie, jak i za pośrednictwem strony internetowej. Otoczenie schroniska najcudowniej prezentuje się wiosną, gdy na polanach kwitną krokusy, a na halach wypasane są owce. Miejsce jest niezwykle malownicze. Warto zaznaczyć, że na Polanie Chochołowskiej znajduje się kaplica, wybudowana na potrzeby słynnego serialu „Janosik”. Do schroniska prowadzi zielony szlak z Siwej Polany. Można z niego wyruszyć na wycieczkę np. czerwonym szlakiem na Trzydniowiański Wierch, żółtym na Grzesia. PTTK na Hali Ornak Schronisko mieści się w górnej części Doliny Kościeliskiej, na Małej Polance Ornaczańskiej. Dysponuje 48 miejscami noclegowymi. Budynek z drewnianych bali, w nowozakopiańskim stylu robi ogromne wrażenie. Otacza go kompleks leśny. Żyją tam lisy, niedźwiedzie, a jesienią odbywa się rykowisko jeleni. Do schroniska można dojść lub dojechać dorożką z Kir, a zimą saniami na Polanę Pisaną. Jest punktem wypadowym np. na Ornak, Czerwone Wierchy, Wołowiec, czy Bystrą, a także do jaskiń Doliny Kościeliskiej lub do Doliny Chochołowskiej. PTTK w Dolinie Roztoki Mimo swej nazwy, schronisko mieści się w Dolinie Białki, przy drodze do Morskiego Oka. Posiada pokoje 2-9 osobowe i zapewnia 75 miejsc noclegowych. Rezerwacji można dokonać poprzez stronę internetową lub też telefonicznie. Schronisko zachwyca położeniem na skraju sosnowego lasu, gdzie jesienią odbywa się rykowisko jeleni. Od rozwidlenia przy Wodogrzmotach Mickiewicza dotrzeć tam można w ok. 15 min. Schronisko to świetna baza wypadowa np. na Rysy, na Rusinową Polanę oraz do Doliny Pięciu Stawów Polskich. PTTK na Hali Kondratowej Schronisko znajduje się w Tatrach Zachodnich, w Dolinie Kondratowej, na wysokości 1333 m i jest najmniejszym w polskich Tatrach schroniskiem. Oferuje zaledwie 20 miejsc noclegowych w trzech pokojach. Rezerwacji można dokonać telefonicznie lub na stronie PTTK – Otoczenie schroniska urzeka. Wobec widoków np. na Giewont, czy Kasprowy Wierch nie można być obojętnym. Na Halę Kondratową dojść można szlakiem z Kuźnic w ok. 1 godz. Schronisko to bardzo dobry punkt wypadowy na Kondracką Przełęcz, Giewont, czy Czerwone Wierchy. PTTK nad Morskim Okiem Schronisko znajduje się w Dolinie Rybiego Potoku, nad przepięknym jeziorem – Morskim Okiem. W jego skład wchodzą dwie części – nowa i stara. W nowej jest 35 miejsc, w starej więcej, bo 43. Rezerwacji najlepiej dokonać ze sporym wyprzedzeniem, drogą telefoniczną. Spektakularne krajobrazy są mocną stroną tego miejsca. Co roku jest to obowiązkowy punkt dla większości turystów. Droga do schroniska nad Morskim Okiem zaczyna się w Palenicy Białczańskiej. Mieści się tam ostatni przed Morskim okiem parking. Trasa nie powinna sprawiać trudności nawet początkującym turystom, jest wygodna i asfaltowa. Schronisko to baza wypadowa np. na Rysy, Szpiglasowy Wierch, czy nad Czarny Staw. Górski PTTK na Polanie Kalatówki Hotel zlokalizowany jest w Tatrach Zachodnich, na Polanie Kalatówki. Posiada 92 miejsca noclegowe, zarówno w pokojach, jak i apartamentach. Do dyspozycji gości są: kawiarnia, restauracja, siłownia, solarium, sauna, czy sala do tenisa. Pomyślano również o najmłodszych turystach. Na terenie hotelu znajduje się kącik z różnorodnymi zabawkami. Funkcjonuje tam również przedszkole narciarskie, a w ofercie jest nawet joga dla dzieci. Do hotelu wiedzie z Kuźnic niebieski szlak – Droga Brata Alberta, która zajmuje ok. 40 minut. 24 października 201816 kwietnia 2020 Wyruszyłem w Tatry z planem przejścia ich całych po szlakach turystycznych. Na pierwszy etap, czyli tatry Zachodnie wybrała się ze mną dwójka znajomych Weronika i Arek, niestety nie mogli mi towarzyszyć na całej trasie. Zaczęliśmy daleko na zachodzie w miejscowości Huty, wchodząc pierwszego dnia na Siwy Wierch, a wyprawę zakończyłem już sam na Kasprowym Wierchu. Były to pełne 4 dni trekkingu plus 2 dni odpoczynku w schroniskach. Poniżej najciekawsze zdjęcia z całego przejścia. Jest to pierwszy etap, dalszą część trasy planuję na wiosnę. Z całego przejścia powstały nagrania, które będzie można za jakiś czas oglądać na moim Youtube, a w nich dokładna relacja z każdego dnia. Miłego oglądania. INNE WPISY 1 lutego 20221 marca 2022 Michalina & Rafał Fotografie z pięknego ślubu Michaliny i Rafała. 10 grudnia 202110 grudnia 2021 Subaru Impreza To była dla mnie wyjątkowa sesja samochodu, Bartek to mój widz oraz właściciel tej pięknej czarnej Imprezy, auta które jest 13 lip 15 14:34 W polskich Tatrach działa obecnie osiem schronisk górskich. Niektóre z nich, jak Morskie Oko czy Murowaniec, są tłumnie oblegane i stanowią swoistą atrakcję; inne pozostają nieco w cieniu, choć uważane są często za znacznie bardziej klimatyczne. Przedstawiamy historię i opisy tatrzańskich schronisk. Schroniska górskie oferują oczywiście noclegi i wyżywienie; w zamierzeniu są miejscem "schronienia" przed złymi warunkami pogodowymi, nastaniem nocy czy przystankiem na posiłek i uzupełnienie zapasów. Dla wielu turystów i wędrowców są jednak także celem, gdyż schronisko to ludzie, atmosfera, wspaniałe momenty, muzyka, ciepła herbata i pachnąca szarlotka. Schroniska w Tatrach mają wszystko w swojej ofercie, a każde z nich zdołało sobie zaskarbić szerokie grono sympatyków, którzy kilka lub kilkanaście razy w roku odwiedzają "swoje miejsce w Tatrach". Przedstawiamy tatrzańskie schroniska z opisami, ich historią, ciekawostkami oraz szlakami prowadzącymi z i do tych schronisk. 1/1 Schronisko PTTK „Murowaniec” Agencja BE&W Schronisko położone na Hali Gąsienicowej, w Dolinie Suchej Wody, na wysokości ok. 1500 m Duży, kamienny budynek został wzniesiony w latach 1921–25 przez Warszawski Oddział PTT. W latach 1950–51 znacznie rozbudowane. W roku 1963 w wyniku pożaru spłonął fragment budynku – odremontowany rok później bez trzeciego piętra. Przy schronisku znajduje się ważny węzeł szlaków rozchodzących się tu gwiaździście w kierunku Doliny Jaworzynki i Skupniów Upłazu, Doliny Suchej Wody (do Brzezin), na Waksmundzką Rówień, przełęcz Krzyżne, a także w górne piętra Doliny Gąsienicowej. Data utworzenia: 13 lipca 2015 14:34 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj.

od schroniska do schroniska tatry